czwartek, 10 sierpień 2017 04:33

Jakub Ścisłowicz: Ile warta jest mowa ojców? (Kielo worce mowa ôjców?)

O gwarze góralskiej (albo lepiej „Gwarach góralskich”), jako elemencie kultury ziem zamieszkiwanych przez Górali, prawie zawsze mówi się zgodnie, że istnieje wielka potrzeba zachowania tego dziedzictwa dla następnych pokoleń.

Wydawać by się mogło w takim razie, że taka zgodność będzie szła w parze z aktywnymi działaniami promocyjnymi czy edukacyjnymi. Rzeczywistość jednak pokazuje, iż gwara jest przez współczesnych działaczy w dużej mierze odstawiona na bok, w oczekiwaniu na innych, którzy może zechcą się nią kiedyś zająć poważniej. Jest to o tyle dziwne, że ta regionalna odmiana polszczyzny jest obecna w literaturze od dość dawna i zdążyła się już zadomowić na stałe w polskiej kulturze narodowej. Dlaczego zatem żadna z istniejących organizacji regionalnych, które mają w statucie troskę o wszelkie przejawy kultury regionalnej, nie potrafi się zdobyć na oficjalne stanowisko w sytuacjach, kiedy obraża się naszą mowę (i nas samych) poprzez użycie marnej stylizacji gwarowej w reklamie? Dlaczego, wzorem chociażby Kaszubów czy Ślązaków, nie mamy powołanej żadnej organizacji, która zajmowałaby się wydawaniem publikacji gwarowych i aktywnym podtrzymywaniem tego ważnego aspektu naszej kultury?

Mowa regionu jako ciężar

Podtatrze wraz z okolicami posiada bardzo dużo narzędzi, które mogłyby pomagać w utrzymaniu dziedzictwa gwarowego i rozwijaniu go. Prawie w każdej wsi działają zespoły regionalne, istnieje bogaty dorobek w postaci literatury regionalnej, a gwara jest ciągle w powszechnym użyciu. Działa bardzo dużo mediów regionalnych, z których żadne niestety nie sięga po gwarę. Co prawda pojawiają się ostatnimi czasy grupy teatralne (i to dość dobre!), używające góralszczyzny na scenie, czy wydawanych jest dużo słowników gwarowych, jednak nie są to czynniki, które umacniałyby gwarę w pozycji narzędzia zwykłej, codziennej komunikacji. Są przecież jeszcze szkoły, gdzie dzieciom wmawia się, że ich mowa jest bezwartościowa, i karze się je za posługiwanie się nią. Takie przeświadczenie udziela się nawet samym rodzicom, którzy (jak ogarnięci przez jakąś zarazę) celowo nie uczą dzieci posługiwania się gwarą. Osoby tak postępujące bardzo często odwołują się do argumentu, że dziecku wychowanemu w gwarze może być później ciężko w sytuacjach, kiedy trzeba wypowiedzieć się w języku ogólnym. Obserwacja rzeczywistości pokazuje jednak dwie ciekawe rzeczy. Po pierwsze: wychowanie się w środowisku gwarowym nie stoi na przeszkodzie w zdobyciu dobrego wykształcenia, można przecież jednocześnie z gwarą znać czystą polszczyznę (przykładów nie trzeba wymieniać, gdyż praktycznie każdy z nas zna takie osoby) a po drugie: jest wiele przypadków komunikacji na poziomie regionalnym (rozmowy w pracy, sklepie, niższej rangi urzędzie), kiedy można spokojnie użyć lokalnej odmiany języka (bardzo rzadko w takich sytuacjach spotyka się osoby nierozumiejące gwary). Negatywne postawy wobec ludzi mówiących w dobrze rozpoznawalnych dialektach też należy wsadzić między bajki. Dodatkowo, utrzymanie własnej mowy regionalnej wzmacnia poczucie tożsamości i przywiązanie do rodzinnych stron, co pozytywnie wpływa na więzi międzyludzkie w regionie.

Co nam to może dać?

Jeszcze do niedawna uważano, iż liczne korzyści wypływające z wielojęzyczności są zarezerwowane wyłącznie dla osób znających języki dość znacznie od siebie oddalone genetycznie. Nie mówiło się zatem o tym, że możliwe jest, by znajomość dwóch rejestrów czy dialektów jednego języka mogła podzielać plusy „prawdziwej” dwujęzyczności. Nowsze badania, w tym głównie te przeprowadzone przez Uniwersytet w Cambridge, pokazują jednak, że zarówno dwudialektowość (dyglosja) jak i dwujęzyczność u małych dzieci pomagają przy pobudzaniu operacji pamięciowych, wyostrzają uwagę czy elastyczność poznawczą (więcej o badaniach tutaj). Pokazuje to, iż oba zjawiska działają dość podobnie, a więc możliwe jest, że lista korzyści płynących ze znajomości dwóch odmian jednego języka, tj. gwary (ze środowiska domowego i sąsiedzkiego) oraz języka ogólnego (ze szkoły, książek i mediów), mogą w przyszłości poszerzyć się o dodatkowe pozycje płynące z dwujęzyczności, np. lepsze zdolności rozpoznawania głosu i mowy, sprawniejszą pamięć operacyjną czy umiejętność przełączania się między zadaniami (więcej tu oraz tu).

Regionalna mowa – jak to może działać?

Można wymienić bardzo wiele krajów europejskich, gdzie języki regionalne (bądź dialekty) dominują w przypadkach codziennej komunikacji, np. południowa Francja (język oksytański), Półwysep Iberyjski, Wyspy Brytyjskie czy bliższe nam kraje niemieckojęzyczne, z których warto zwrócić uwagę na Szwajcarię z czterema językami urzędowymi funkcjonującymi zarówno w formie skodyfikowanej (dla przykładu język niemiecki - Hochdeutsch) jak i dialektalnej (szwajcarskie dialekty niemieckie zwane często nazwą Schwyzerdütsch). W przypadku tego ostatniego warto wspomnieć o tym, iż istnieją kantony, w których obowiązkowo mówi się do dzieci w przedszkolach w dialekcie, a odmianę oficjalną poznają dopiero w szkole podstawowej (więcej o funkcjonowaniu języka na przykładzie Szwajcarii przeczytacie w artykułach na stronach kulturowojezykowi.wordpress.com oraz tygodnikprzeglad.p).

Powyższy przykład został podany w celu lepszego zobrazowania, w jakich ramach mowa regionalna może istnieć, tzn. lokalnie w formie użytkowej i artystycznej, jednak bez walki o uznanie jej za język regionalny. Wynika to głównie z dwóch argumentów: kwestii językowych (gwary góralskie są częścią dialektu małopolskiego i po części śląskiego) oraz faktu, że nie mamy w Polsce sprzyjającej atmosfery ku temu, by środowiska decyzyjne zgodziły się na poszerzenie listy języków regionalnych (co widzimy na przykładzie śląszczyzny, wokół której toczone są różne wojenki ideologiczne, w tym zarzucanie separatyzmu osobom chcącym uznania tego etnolektu za język). Najrozsądniejszym rozwiązaniem jest unikanie ideologicznych kontrowersji przy jednoczesnym dbaniu o gwarę. Należy więc zacząć od stworzenia lepszej atmosfery do posługiwania się nią, czyli dla przykładu nie bać się używania jej w sytuacjach lokalnych, ze „swoimi”, wspierać próby tworzenia regionalnej literatury, audycji radiowych czy tekstów prasowych (świetnym pomysłem byłoby stworzenie jakiegoś pisma o kulturze redagowanego w gwarze i po oglnopolsku, na wzór kaszubskiej „Skry”).

 

Edukacja gwarowa – tak, ale jak?

Czasami można się spotkać z pomysłami wprowadzenia nauki gwary do szkół, co jednak niesie ze sobą jedną niebezpieczną możliwość: gwara, której uczy się jak zwykłego przedmiotu szkolnego, może zostać przez samych uczniów znienawidzona (szczególnie, jeśli edukacja będzie źle prowadzona lub młodzież poczuje, że jest zmuszana do chodzenia na dodatkowe lekcje). Najlepszym rozwiązaniem wydaje się w takim razie wprowadzanie jej w formie bardzo luźnego przedmiotu (np. w ramach edukacji regionalnej) albo kółka dla osób zainteresowanych. Warte rozważenia jest również lobbowanie za wprowadzeniem do programu nauczania języka polskiego 2-3 lekcji w ciągu roku poświęconych lokalnym odmianom polszczyzny, w każdym regionie skupiających się na miejscowym dialekcie. Polegałyby one na omówieniu charakterystycznych cech gwary, jej literatury (jeśli nie istnieje, to wzmianek o niej w literaturze polskiej), specyfiki ortografii gwarowej (sposoby zapisu z odniesieniem do standardu ogólnopolskiego) oraz omówieniu kwestii, w jakich sytuacjach używać danej odmiany języka (kiedy można swobodnie używać gwary a kiedy lepiej użyć polszczyzny ogólnej). W przypadku kwestii edukacji przedszkolnej może być konieczne bardziej zdecydowane działanie samorządów, ponieważ zauważalna ostatnimi laty rosnąca tendencja do posyłania dzieci do żłobków i przedszkoli owocuje drastycznym spadkiem jakości gwary wśród maluchów, nawet tych pochodzących z domów, w których inaczej niż gwarą się nie mówi. W tak wczesnym wieku dziecko jest bardzo otwarte na chłonięcie mowy i jeżeli wtedy naturalnie nie przyswoi podstaw dialektu, później może nie nauczyć się go w ogóle. Wiąże się to z tym, że obecność gwary w przestrzeni publicznej jest bardzo mała, a nie istnieją żadne elementarze ani atrakcyjne wydania książek bądź inne treści, które poszerzałyby gwarowe kompetencje językowe. Tak dochodzimy do ważnego punktu całej sprawy: braku (albo bardzo małej ilości) wzorcowych materiałów pomocnych w nauce, których stworzenie jest zadaniem współczesnych działaczy. Pojawia się zatem pytanie:

Jak pomóc?

Działać można zacząć na różne sposoby, np. poprzez tłumaczenia mniej lub bardziej klasycznych dzieł literatury (baśni, opowiadań czy całych książek), pisanie nowych tekstów, nagrywanie słuchowisk, dubbing bajek itp. Istnieje również paląca potrzeba opracowania chociażby podstawowych materiałów systematyzujących naukę gwary dla osób, które chcą ją poznać na nowo lub poszerzyć swoją wiedzę i praktyczne umiejętności. Zaliczyć tu trzeba co najmniej dwie nieistniejące jeszcze pozycje: elementarz oraz słownik ogólnopolsko-gwarowy z prawdziwego zdarzenia. Oczywiście trzeba pamiętać, że same książki nie załatwią sprawy. Potrzebujemy wykształcić elitę, która będzie świadoma podstawowych cech swojej gwary wraz z najważniejszymi elementami lokalnymi, by mogła podjąć się uczenia innych. Zwracać trzeba również uwagę na przekaz międzypokoleniowy (wprowadzanie gwary od małego) i dbanie o jakość własnego języka. Nie chodzi jednak przy tym bynajmniej o wyszukiwanie zapomnianych archaizmów czy sztuczne oddalanie gwary od polszczyzny. Chodzi w pierwszym rzędzie o utrzymanie najważniejszej funkcji gwary, jaką jest komunikacja w formach ustnej i pisanej. Dbać należy przy tym o podstawowe jej cechy, tj. przede wszystkim: konsekwentnie stosować mazurzenie (zamianę sz, cz, ż na s, c, z, poza pewnymi wyjątkami takimi jak „żaba” czy „pszenica”), wymawiać archaizm podhalański (jeśli nas ta cecha obejmuje) czy akcentować na pierwszą sylabę (współczesna wymowa „sceniczna”, którą stosują niektórzy konferansjerzy, czyli akcent na przedostatnią sylabę typu „wiTOmy”, „PodHOle”, „przeGOdać”, jest błędna). Samych cech gwary jest oczywiście więcej, jednak jest to temat na odrębny artykuł, powyżej podano jedne z głównych błędów użytkowników. Samych publikacji na ten temat jest, wydaje mi się, dość dużo, w tym pokaźna lista zawarta w I tomie „Ilustrowanego leksykonu gwary i kultury podhalańskiej” autorstwa prof. J. Kąsia czy artykuł Józefa Bubaka pt. „Gwara Zakopanego” (fragment książki „Zakopane – czterysta lat dziejów”, red. R. Dutkowska).

A co zwykli ludzie, którzy nie mają czasu angażować się jakoś specjalnie w sprawę? To proste: niech nie wstydzą się godać po swojemu i niosą gwarę między innych, tak jak to Stanisław Nędza-Kubiniec napisał w swoim wierszu Do mojyj gwary:

Wzionek Cié na rynce i idém z Tobom pokozać Cié światu.

Pokażmy innym, że w mowie regionalnej jest zawarta wielka wartość, w myśl zasady Ile języków znasz, tyle razy jesteś człowiekiem.

Autor:

Jakub Ścisłowicz,
student filologii słowiańskiej UJ,
prowadzi fanpage’a Gwara Góralsko Skolnego Podholo,
miejscowość: Ciche Górne

(Artykuł mozecié tyz przecýtać we wersji gwarowyj - tutok)

 

 

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Najpopularniejsze w Góral info

Błąd: Brak artykułów do wyświetlenia

Będzie się działo ... zapowiedzi wydarzeń polecanych przez Góral Info

Błąd: Brak artykułów do wyświetlenia

stat4u