wtorek, 11 lipiec 2017 12:38

Ewa Misiołek: Słowacki Raj

Pewnego mglistego i deszczowego poranka postanowiłam uciec z Zakopanego w nieco przyjemniejszą pogodę. Razem z kolegami postanowiliśmy pojechać do Słowackiego Raju, góry na południe od Popradu, niecałe 100 km od Zakopanego. O Słowackim Raju, czyli inaczej Górach Straceńskich, części Rudaw Słowackich można powiedzieć, że są to małe góry z dużym charakterem, ponieważ najwyższe wzniesienie Słowackiego Raju, Velka Knola (1266 m.) nie przekracza wysokości przeciętnego szczytu reglowego w Tatrach, ale myślę, że poczują się tu dobrze zarówno rodziny z dziećmi, jak i turyści szukający bardziej ekstremalnych wrażeń. My właśnie wybraliśmy jeden z bardziej ekstremalnych szlaków w Słowackim Raju, czyli via ferratę przez Velky Kysel. Dawniej w Velkim Kiselu istniał jeden z bardziej popularnych szlaków turystycznych, ale w czasie pożaru w 1976 r. drabinki i inne ułatwienia techniczne spaliły się powodując, że wąwóz stał się nie do przejścia. Taki stan rzeczy trwał do teraz, kiedy Słowacy, po remoncie, udostępnili Velky Kysel dla turystów w formie via ferraty (z wloskiego żelaznej drogi), co wymaga od turystów pewnych kwalifikacji.

Jeszcze w okolicach Tatrzańskiej Kotliny padało, ale już koło Keżmarku zaczeło wyglądać słońce. Wreszcie dojechaliśmy do Czingowa skąd zaczęliśmy pieszą wędrówkę. Na parkingu w Czingovie wykupiliśmy wejściówki na via ferratę 5 € i dowiedzieliśmy się, że turyści, którzy zapomnieli z domu kasku i uprzęży, mają możliwość wypożyczenia sprzętu na miejscu za 10 € (jak dla mnie drogo). Dowiadujemy się też, że trasa nie jest przeznaczona dla dzieci poniżej szóstego roku życia, ponieważ w naszej wycieczce takich nie ma, więc nie mamy z tym problemu.

Idziemy zwykłym chodnikiem turystycznym, aby po jakiejś godzinie dotrzeć do rozdroża, gdzie zaczyna się nasza ferrata. Nieco zaskoczeni wchodzimy do wąskiego wąwozu z trasą ubezpieczoną liną stalówką. Trochę nas to zaskoczyło i w związku z tym pierwszy, jeszcze niezbyt trudny odcinek pokonujemy bez uprzęży i kasków, które ubieramy w najbliższym rozszerzeniu kanionu.

Początkowo, byłam trochę zawiedziona, szlak wydawał mi się zbyt łatwy, a stalowa poręczówka i wszelkie zabezpieczenia wydawały mi się niepotrzebne. Jednak okazało się, że to dopiero początek, bo czekały nas wąskie przejścia pomiędzy ścianami zwężającego się wąwozu, niewygody przepinki lonży w przewieszce i wspinanie się po metalowych stopniach wzdłuż wodospadu, czyli wszystko co turyści ekstremalni lubią najbardziej. Niestety przemoczyłam trochę buty, ale wynagrodziły mi to widoki w Velkim Kyselu.

Po przejściu ferraty doszliśmy do wniosku, że lonża uprzęzy powinna być z absorberem, oprócz tego bardzo się przydają rękawiczki, ponieważ linka stalowa, której się trzymaliśmy, może boleśnie pokaleczyć ręce. Po przejściu Velkiego Kysela i idziemy jeszcze do Malego Kysela, który przechodzimy już bez uprzęży. W końcu schodzimy do Podlesoka, żeby orzeźwić się zimnym piwem i wracamy do Zakopanego, gdzie ze zdziwieniem dowiadujemy się od rodziny i znajomych, jak to strasznie lało cały dzień.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Najpopularniejsze w Góral info

Błąd: Brak artykułów do wyświetlenia

Będzie się działo ... zapowiedzi wydarzeń polecanych przez Góral Info

Błąd: Brak artykułów do wyświetlenia

stat4u